Po raz pierwszy skorzystałem z uroków wypoczynku w formie 'all inclusive". Wytłumaczę się, że to był pomysł pani z biura. Bo i rzeczywiście wczasy w takiej formule wyszły znacznie taniej niż samodzielne kupowanie posiłków dzień w dzień. Dodatkowo korzystając z nauczycielskich wakacji nadrabiałem zaległości książkowe. Przeczytałem m.in. "Wannę z kolumnadą" Filipa Springera. Suma tych doświadczeń zaowocowała masą socjologicznych spostrzeżeń. Poniżej wymienię cztery:
1. Lubimy mieć wszystko
Tłumy dzień w dzień kupują wczasy w formie "ALL". To znaczy, że chcą odpoczywać w warunkach luksusu. Przez tydzień lub dwa spędzają czas w tym dobrobycie. Po powrocie do domu nadal by chcieli tak żyć. I to jest właśnie to! All Inclusive z ciepłych krajów próbujemy przenieść do naszych osiedli. Te wszystkie architektoniczne potworki, kolumnady, baseny na polu, ogrodzenia, kamery, serwis sprzątający, kelnerzy do usług - to przecież jest żywcem zaczerpnięte z wczasów ALL.
