Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bug. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bug. Pokaż wszystkie posty

18 kwietnia 2018

Green Velo - nasz 7 dzień drogi - pojawia się różnorodność kulturowa

Rano dobre śniadanie w Zaciszu. Potem przejazd przez jarmarczne Okuninko z banerem "Prawdziwy Polski Kebab na tle Sobieskiego. 

Wieś tańczy i śpiewa

Po wczorajszych asfaltach na drodze wojewódzkiej postanowiłem unikać szlaku. Zaczęliśmy od unikania Grey Velo, które w okolicach lubuje się w asfaltach. 

Przedmieścia Włodawy

Przez las (piaski ze 3 razy trzeba było zejść z roweru, jechało się w większości ścieżką obok drogi) pojechaliśmy do Orchówka. Teraz wklejam moje niedawne odkrycie o tej wsi:


W Orchówku udaliśmy się na wieżę widokową z widokiem... na okolice i stamtąd dalej jechaliśmy po swojemu polnymi drogami do Włodawy. Bardzo ładny odcinek, ciągle słupki graniczne, do tego coraz bliżej wież świątyń włodawskich. Po drugiej stronie tego dnia była już Białoruś a nie Ukraina.


We Włodawie pokręciliśmy się między cerkwią kościołem rynkiem i synagogą i ruszyliśmy dalej. Trochę szkoda, że byliśmy tu tak krótko. Szkoda, że nie zwiedziliśmy np. synagogi. 
Zjedliśmy tu też obiad a ja byłem u drogiego fryzjera (opowieść taty, ze w powiatowych miasteczkach jest bardzo tanio wkładam między bajki).

Jechaliśmy dalej na północ. Wiało niemiłosiernie i mimo luksusowej wydzielonej asfaltowej rowerówki było ciężko.

Wiało tak, że jechaliśmy chyba 5-6 km/h. Do tego pojawiła się osławiona płotkoza. Akurat trochę ją rozumiem. Te rowy były głębokie.

Grey Velo opuściliśmy znów by zobaczyć Różankę. Wjeżdża się do niej przez ceglaną ledwo stojącą bramę i dalej jest jak w.... Danii.


Wiejski placyk z kilkudziesięcioma ławeczkami, kościół neogotycki ale jasny, obok darmowa toaleta i izba pamięci w organistówce.50 metrów dalej wieża widokowa z widokiem na Bug. Do tego tablica z historią wsi, która przez wieki była miastem.


Różanka to wieś, którą zapamiętałem. Bardzo miłe zaskoczenie. Dalej przyjemna wieś Stawki.

No i powrót na autostradę. Pagórki plus wiatr dały nam w kość i w Sławatyczach zakończyliśmy dzisiejszy etap. Po drodze zwiedziliśmy jeszcze cerkiew w Hannie. Dziwnie się zwiedzało z przewodnikiem, który nas ciągle obserwował. Cerkiew ciekawa.

Wieś Sławatycze jest naszą pierwszą wsią jak z obrazka o wschodniej Polsce. Po prawej cerkiew po lewej kościół katolicki. Przy sklepie stoi audi i gra ruski hit a pijak spod monopolowego po raz kolejny próbuje wsiąść na rower. Trochę piękno trochę straszno.

Cerkiew w Sławatyczach

Nocleg mimo, że przy ulicy okazał się bardzo czysty i przyjemny. Do tego przyjemnie było się przejść nad Bug.

Green Velo /szare grey velo/- dzień 6, czyli spotykamy "warszawkę"

Po noclegu a'la wczasy w PRL-u mieliśmy wiele wrażeń. 

To była niedziela bo byliśmy na mszy na dworze w Woli. Na początku wybraliśmy polną drogę wzdłuż Bugu zamiast szlaku GV. 

Plaża w Woli Uhruskiej
Z jednej strony dobrze bo widzieliśmy kąpielisko w Woli i wiejskie nadgraniczne krajobrazy. Z drugiej strony droga ta coraz bardziej przypominała łąkę a stare przekrzywione tabliczki zakaz wstępu teren prywatny, przebywanie grozi kalectwem lub śmiercią nie zachęcały do kontynuowania drogi.

Krajobrazy nad Bugiem. Droga polna zamieniała się coraz bardziej w łąkę.
No ale przeżyliśmy. 

Przed Starym Sutnem wróciliśmy niestety na szlak Green Velo który raczej można by nazwać Grey Velo albo jakoś podobnie. 


Liczyłem natężenie ruchu samochodowego: jeden samochód przejeżdżał tędy średnio co 15 sekund. Czyli przez 30 minut podróży minęło nas jakieś 120 aut. 

Przed Sobiborem w końcu odbiliśmy na lokalną drogę i można się było poczuć jak na wsi lub w lesie. Droga może i dziurawa jak ser szwajcarski ale w końcu można było pogadać i odpocząć od smrodu aut. 

Pomnik w Sobiborze

Dojechaliśmy do Sobiboru. Zeszliśmy z rowerów i zobaczyliśmy miejsce po obozie koncentracyjnym. Tu spotkaliśmy znowu naszych chełmskich znajomych chyba spod Starogardu. Sprezentowaliśmy im zapasową dętkę bo mieli różne przeboje. Ze zwiedzania zapamiętałem, że był to obóz, który niemal udało się Niemcom zataić. śladów rzeczywiście nie jest wiele. Na tablicach można było zobaczyć odkopane pamiątki m.in. naszyjnik z napisem "Ciechocinek".

Dalej czekała nas przyjemna droga przez lasy sobiborskie. Mi po głowie chodził plan zatrzymania się gdzieś tutaj na chociaż dwie noce. Tyle tu lasów, blisko Bug. Mogłoby być ciekawie. 

Przejeżdżaliśmy przez wieś Żłobek. Ciekawie wyglądały wystające kikuty bagienne.
Ciekawie wyglądały te odległe kikuty.

Odbiliśmy na czerwony szlak rowerowy i dojechaliśmy do Okuninka. Tu na pewno znajdzie się jakiś nocleg i jedzenie. Tylko, że po nocy okazało się, że jeśli szukacie tu ciszy i spokoju to uciekajcie stąd jak najdalej. Okuninko to jezioro-imprezownia. Połączenie Krynicy Morskiej i Zakopanego. Do tego płoty i elektroniczne cymbergaje.

W Okuninku ciszy nie znaleźliśmy. Było za to dużo tandety np. Prawdziwy Polski Kebab z Sobieskim.

Spaliśmy w "Zaciszu" podobno w pięknym pokoiku. Może i wyglądał nieźle, ale widać było, że wiele grzybów w pokoju było już zamalowywanych. Dobre było za to jedzenie. Tu także nie zostaniemy na dłużej. Jutro będziemy szukać dalej.

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...