Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty

8 października 2019

Frajda rozwożenia żarcia

Od mniej więcej miesiąca mam przedziwne zajęcie dodatkowe. To był moment, chwila, szalony link, spotkanie organizacyjne i już! Od jakiegoś miesiąca poznaje swoje miasto rozwożąc żarcie rowerem jako kurier. Nie jestem kurierem całodziennym. Na rower z torbą Wolta wsiadam jedynie gdy mam wolne przedpołudnie. Jak na razie mam z tego wielką frajdę. Dlaczego?

  • Bo aktywnie spędzam czas. Jeśli nie zapisałem się do grafiku to włączam się do pracy kiedy mam na to ochotę. Uruchamiam aplikację w domu i czekam na zlecenie. Przy herbacie czekam na zlecenie, a kiedy ono się pojawia wsiadam szybko na rower. Za jeden taki wyjazd mam kilka złotych. Niewiele, ale zawsze coś.
  • Bo poznaje swoje miasto, przede wszystkim nowe osiedla mieszkaniowe. Dostałem się m.in. do środka zamkniętych osiedli takich jak Neptun Park w Jelitkowie, Nova Oliva, Marina Primore, Nadmorski Dwór. Przerażające są to miejsca. Bunkry ze strażnicą, szlabanami. Jak na wojnie. Na zewnątrz zgliszcza a wewnątrz ogrody. Do tego domofony przypominające szarady w "Rozrywce". Inna kategoria miejsc to osiedla z ochroną - mój faworyt to Awiator na Zaspie. Wchodząc tam czuję się jak na odwiedzinach w szpitalu lub więzieniu. Ochroniarz krytycznie patrzy przez szybę czy dobrze wklepuje kod domofonu :) Do tego w końcu mam czas na sfotografowanie kolejnych murali TUSE.
  • Bo bawię się nawigowaniem po mieście. Rozwożenie jedzenia przypomina mi jazdę na orientację. Dostaje zlecenie by jechać do kolejnych punktów kontrolnych, tam kliknięciem potwierdzam obecność. Za każdy dostarczony posiłek dostaje pieniądze. W rajdach na orientacje miał bym pewnie przedostatnie miejsce - tu dostaje coś między 9 a 70 złotych za przejażdżkę rowerem.

    I dzień w pracy na mapie (nadzwyczajnie udany) - za te niecałe 3h jeżdżenia dostałem 58 zł brutto.
Poznałem m.in. taki skrót
Garnizon - ale jeszcze ten stary
  • Bo pracuję z sympatycznymi ludźmi. Trochę się czuję jak kierowca autokaru, który pozdrawia innych kierowców autokarów. Tu jest podobnie. Spotkałem na przykład ucznia klas turystycznych, który pracuje dla Pysznych,
  • Bo poznaje restauracje w swojej okolicy. Nie miałem pojęcia, że Mantra na Przymorzu jest w środku taka wielka. Z zewnątrz wygląda na garaż, a w środku kilka pomieszczeń, które się ciągną jedno za drugim. Do tego pizzerie, które widać jak różnie wyglądają. O pracowników jednej z pizzerii to się normalnie martwię, żeby się nie poparzyli przy wyjmowaniu pizzy. W drugiej znowu zachwycają mnie napoje. No i w końcu trafiłem do knajpy w biurowcach ze zdrowym żarciem. 
  • Bo będąc kurierem wcale nie trzeba pędzić na złamanie karku. Wręcz przeciwnie. Czasy podane w aplikacji są dość umiarkowane. Kolejna sprawa jest taka, że z jedzeniem (zwłaszcza z zupami) trzeba jechać ostrożnie.
  • Bo gdy się zmęczę mogę kliknąć "przełącz się offline" i wracać do domu.
Dorzucam do tego kilka faktów, jeśli ktoś też chciałby spróbować:

- jest to praca głównie dla młodych. Jestem chyba najstarszym kurierem w Wolcie. Starszych widziałem jedynie w Uber Eats. Dziwne, bo nie jest to praca, która wymaga niewiadomego jakiej siły. Tempo raczej spacerowe.
- czas pracy jest bardzo elastyczny, należy jedynie wypracować pewne minimum, ale w dowolnych godzinach,
- umowa przejrzysta, jasna, bez pośredników, podpisywana online na spotkaniu organizacyjnym,
- zarobki kurierów rowerowych to nie są kokosy. To jest coś między 18 a 25 zł/h brutto. Mi na razie wychodzi 20,8 zł/h. W jeden dzień można zarobić ponad stówę, ale wymaga to już na prawdę dużego wysiłku fizycznego. Podobno więcej da się wyciągnąć jeżdżąc autem - ale to dla mnie już nie jest frajda. W Wolcie zarobki zwiększają cotygodniowe bonusy - np. teraz za dostarczenie 30 posiłków mamy 100 zł dodatkowo. To nie jest trudny bonus do zrobienia.
- nie wiem jak u konkurencji, ale w Wolcie mamy strefy: Gdańsk Północ, Śródmieście i Gdynia. Jeżdżąc na północy możemy się spodziewać jazdy po dolnym tarasie, ale czasem również (i to jest minus choć dodatkowo płatny) wjazdu na Morenę czy Suchanino. Przez to trochę mamy taką zabawę w kotka i myszkę. Z jednej strony szukamy zamówień w strefach gdzie jest najwięcej restauracji, a z drugiej strony modlimy się by system nie wywalał nas non stop gdzieś na górny taras.
- niesamowite jest to jeżdżenie według aplikacji i systemu. Komórka decyduje gdzie pojadę a ja próbuję ją rozgryźć i nie dać się wmanewrować w Moreny i Suchanina. Z drugiej strony chcę jak najwięcej zleceń. Jak w jakiejś dziwnej wersji rowerowej gry na orientację. Przypomina to też trochę wędkowanie. Ryby biorą lub nie biorą. Czasami zlecenie jest jedno i wracam do domu, a czasem jedno trafia po drugim.

Chyba najładniejszy widok jaki mnie spotkał. Widać było mi.n : Hel, Orłowo, Park Reagana...
A tu żeby trafić to było trzeba pokonać zasieki, szlabany, furty... No luksusik jakby.

Nowa Słowackiego, Reymonta i niewidoczna Strzyża
Na koniec dla Was 15 złotych na przetestowanie aplikacji dla klientów Wolt. Jeśli w aplikacji wpiszecie kod RACIBO - oznacza dla Was 15 złotych upustu): https://get.wolt.com/RACIBO

- jeśli ktoś też chciałby porozwozić to zapraszam do rejestracji i podania moich danych (dzięki temu będziemy się wspierać nawzajem): wolt.com/pl/apply-as-courier

Nowe szaty, nowa rola
Na koniec jeszcze super(dla mnie) mapka, która pokazuje gdzie mnie poniosła aplikacja dla kurierów:
Wszystkie trasy z Wolt w strefie północnej jakie mi się przytrafiły

Jestem ciekaw jak długo wytrzymam. Jak na razie bawię się świetnie.

Więcej o codziennych perypetiach z jazdy można przeczytać pod adresem:
https://staging.busy.org/@racibo

28 marca 2019

Rewolucja w mobilności mieszkańców Trójmiasta

Rewolucja w mobilności mieszkańców Trójmiasta nadeszła!

Różne były etapy tej rewolucji, ale teraz ona już trwa! Był skycash i mobilet, który umożliwił kupowanie różnych biletów przez komórkę. Wreszcie w 2017 roku weszły do nas pojazdy wypożyczane przez aplikację w telefonie. Na początku były to skutery, po kilku miesiącach także samochody. Ze skuterów ani samochodów nie korzystałem, ale kibicowałem im by ten rynek się rozwinął. Czemu? Bo nie każdy potrzebuje samochodu. W wielu przypadkach wystarczyłby jeden na rodzinę lub nawet na klatkę w bloku. Dzięki technologii wreszcie stało się to możliwe.

Od marca w końcu w Trójmieście mamy system roweru metropolitalnego ("Mevo"). Inne miasta już to miały, teraz i my dołączyliśmy do tego zacnego grona. Nie planowałem zachwytów nad mevo. Nie planowałem też zakupu abonamentu. Ale...wytrzymałem tylko pół dnia. Od wczoraj jeżdżę wszędzie gdzie się da na "mevie".

28 grudnia 2018

Czy rower może zastąpić samochód? Nie.

Nie musicie dziękować, że już w tytule zawarłem treść artykułu. Poniżej rozwinięcie na podstawie moich obyczajów komunikacyjnych w minionym 2018 roku.

Wstęp - kilometraż wycieczek rowerowych w 2018 roku

W minionym roku na dwóch kółkach przejechałem jakieś 1700 km. Wiem, że dla sportowców to jakaś żenująca wartość, dla mnie jednak nie. Przecież to jest średnio 4 km dziennie. U mnie to się zgadza bo na rower wsiadałem prawie 200 razy. Średnio wychodzi po 8 km co drugi dzień. Najdłuższa wycieczka liczyła jakieś 70 km (Oliwa-Wyspa Sobieszewska-Przekop Wisły-Oliwa) i wróciłem z niej niemal wypoczęty. Co innego z wycieczką z Oliwy do Wejherowa. Tu niechcący zmordowałem się i musiałem zmienić trasę na mniej ambitną. 

Rowerowe wycieczki w 2017 roku
Rowerowe wycieczki w 2018 roku

16 października 2018

Jesienne wycieczki rowerowe po Gdańsku i Sopocie

Mamy wyjątkowo ciepły rok. Warto z tego korzystać dlatego ogłaszam kolejne terminy wycieczek rowerowych z przewodnikiem. Podczas tych wycieczek będzie można się dowiedzieć o tym co było, co jest i co będzie w danych dzielnicach. Trochę historii, dużo krajoznawstwa i ciekawostek. Chętnych proszę o deklaracje udziału w wycieczkach poprzez klikniecie "Biorę udział" w wydarzeniu na facebooku lub przez wiadomość mail. Jeśli będzie nas co najmniej 3 osoby to wycieczka się odbędzie. Są to spokojne wycieczki, tempo turystyczno-powolne, odpowiednie dla rodzin, nieformalnych grup czy turystów indywidualnych.



Terminy wycieczek:
(linki prowadzą do wydarzeń na facebooku)


III. środa 24 października od godziny 15, wycieczka "Sopot - między kurortem a wioską rybacką". Pokażę zakamarki Sopotu i całe plażowe wybrzeże Sopotu. Do tego dużo parków i okazałych domów. Zbiórka w Jelitkowie przy restauracji "Parkowa".

IV. piątek 26 października od godziny 10, wycieczka "Najciekawsze murale Zaspy i wycieczka nad morze". Pokażę murale, które na moich dotychczasowych wycieczkach wzbudzały największy zachwyt. Będzie ich sporo. Następnie pojedziemy nad morze na molo. Zbiórka o godzinie 10 przy poziomym muralu koło przystanku autobusowego Zaspa SKM blisko Burger Stacji.

V. sobota 27 października od godziny 10, wycieczka "Wsie pod Gdańskiem". Zobaczymy dawne wsie kaszubskie. Część z nich jest już w granicach Gdańska. Zaczniemy od Barniewic i będziemy jechać na południe przez Klukowo, Matarnię aż do Kokoszek.

VI. poniedziałek 29 października od godziny 12, wycieczka "Dawniej to nazywano Oliwą". Pojedziemy po dawnych 'przedmieściach' Oliwy. Otoczymy tę dzielnicę jadąc przez Polanki, Strzyżę, VII Dwór, Zaspę i Przymorze aż po Żabiankę. Zbiórka o godzinie 12 na Placu Inwalidów Wojennych w Oliwie.

VII. poniedziałek 5 listopada od godziny 10, wycieczka "Średniowieczne miasto". Wycieczka po śródmieściu Gdańska. Zobaczymy fortyfikacje i kościoły średniowieczne. Jeśli ktoś nie wie gdzie jest Główne Miasto, gdzie Stare Miasto, Nowe Miasto, Stare Przedmieście, Dolne Miasto to wszystko to postaram się pokazać. Zbiórka o godzinie 10 przy kościele św. Bartłomieja pod pomnikiem św. Włodzimierza przy ulicy Gnilnej.

VIII. niedziela 11 listopada od godziny 10, Wycieczka Niepodległościowa, szlakiem szczęśliwie nie istniejących już granic, szczegóły wkrótce.

Wycieczki są darmowe "z gwiazdką". Nie ma żadnych biletów i rezerwacji. Miło by było jakby co któraś osoba była łaskawa dać skromny/suty pourboire. 

Uwagi porządkowe:
- nie odpowiadam za bezpieczeństwo uczestników wydarzenia,
- każdy uczestnik wydarzenia powinien mieć sprawny rower,
- każdy uczestnik wycieczki powinien umieć bezpiecznie jeździć na rowerze po ulicach miasta.

Zapraszam serdecznie!

20 września 2018

Wyprawa Dookoła Świata

Z Gdańska łatwo ruszyć dookoła świata. Spróbowałem to zrobić we wtorek i udało mi się.

Jestem minimalistą. Nie muszę w życiu zobaczyć ani Paryża, ani piramid egipskich. No ale nadarzyła się okazja. Wyprawa dookoła świata. Zadecydowałem we wtorek, jadąc na zachód rowerem.
Podjazdy były dość ciężkie (podjazd 4 kategorii, 92 metry wysokości do pokonania). Jechałem dość (jak na mnie szybko), ale to dzięki rowerzyście przede mną, którego ogona się uczepiłem.



Na wspomnianym podjeździe uzyskałem czas lepszy od rekordu życiowego o 10 sekund. Do lidera brakuje mi prawie 6 minut. Nie mam szans, nie zamierzam nawet. Jestem minimalistą.

Gdy dojechałem na skraj strefy krawędziowej Wysoczyzny to ukazał mi się zabudowany obszar Równiny Chwaszczyńskiej. Zmieniło się nieco otoczeniu budowanego Nowego Świata, ale jechałem prosto do celu.

W końcu dojechałem:


Sam przejazd nie zajął mi dużo czasu, nie spuszczono też na mnie psa.


W ten oto sposób wyprawę Dookoła Świata mam zaliczoną. Jak dobrze, że są takie miejsca. Mam także z głowy piramidy - widziałem już kilka z nich (Rapa, Wągrowiec, Aleksandrów Kujawski). Wracałem inną trasą.


Tory do przesypowni. Ciekawe jak często jeżdżą tutaj pociągi?

Jechałem przez niby-miasto niby-wieś. Typowe tereny podgdańskie. Drogi utwardzone z płyt jumbo, domki jednorodzinne, rzadko sklep spożywczy. Czasem pole uprawne. W sumie to najbliższa mi wieś.


Na deser zjazd. To jest plus wycieczek rowerowych z Trójmiasta w stronę Kaszub. Powrót do domu oznacza zjazd jakieś dwadzieścia pięter w dół.

Dziękuję za uwagę. Na koniec kilka faktów:
- ul. Dookoła Świata znajduje się w granicach wsi Chwaszczyno w pobliżu jeziora Wysockiego. Najbliższa zwarta osada to Nowy Świat.
- drogę rejestrowałem za pomocą aplikacji locus, która to trasy automatycznie eksportuje mi do stravy,
- dzięki temu Kręcę kilometry dla Gdańska i biorę udział w grze rowerowej (https://www.grarowerowa.pl),
- strava ma taką genialną opcję, że umożliwia tworzenie wykresów, map schematów przez inne strony np. veloviewer lub świetne mapki jonatana.
- wszystkie zdjęcia mam tu.


7 sierpnia 2018

Green Velo - nasz 8 dzień drogi - sporo zwiedzania i szukanie mitycznej wschodniej sielanki

Wracam do opisu miejsc, które odwiedziliśmy 2 lata temu na Green Velo. Przydały się elektroniczne notatki. Wszystkie wpisy można przeczytać korzystając z tagu: Green Velo.

Ten dzień był dość turystyczny. 
Nadal marzył nam się nocleg w sielskiej, anielskiej ciszy wschodu. Taki był cel - nocleg w Neplach o którym czytałem na jakimś blogu, że jest królewski.

Ruszyliśmy z ciekawych Sławatyczów. Niestety zaraz za miejscowością skończyła się dobra droga rowerowa, dlatego uciekliśmy na Nadbużański Szlak Rowerowy. Szkoda, że Green Velo tak mało korzysta z NSZR - było by bardziej dziko i naturalnie.

Lokalnymi i przyjemnymi drogami dojechaliśmy do Jabłecznej gdzie zobaczyliśmy cerkiew i klasztor oraz kolejną cerkiew nad samym Bugiem.

Krzyż w Nowosiółkach

22 maja 2018

Rowerowy i technologiczny XXI wiek

Jeszcze w temacie rowerowania. To będzie taki krótki wpis-zdumienie.

Gdy miałem 12 lat to z wypiekami na twarzy analizowałem mapy marząc o podróżach za miasto. Ołówkiem kreśliłem na mapach przyszłe trasy wycieczek. Analizowałem poziomice co centymetr i potem rysowałem przekrój trasy. Pod tym względem dzisiaj jestem w siódmym niebie.

W komputerze mamy widok satelitarny każdej wsi w Polsce. Mapy mam dostępne na zawołanie. Do tego internet, GPS także trafił pod strzechy. To się w głowie nie mieści ile danych teraz jesteśmy w stanie mieć. Na przykład mogę narysować mapę miejsc które często odwiedzałem:


Kiedyś nad tą mapą ślęczał bym nocami. Teraz zrobił mi ją automat. Niesamowite.
Z tej mapy widzę, że muszę wsadzić rower do SKM i dalej z Wejherowa wracać do Gdańska przez Kaszuby. Mapy od kilku lat mam w kieszeni. Locus Map do turystyki rowerowej nadaje się świetnie.

Mogę też mieć mapę miejsc w których zrobiłem zdjęcie. Z katalogami, opisami, ze... wszystkim.

24 kwietnia 2018

Czy po Trójmieście wygodnie jeździ się rowerami?

Tak! Jazda rowerem po Trójmieście jest dużo przyjemniejsza niż w wielu innych dużych miastach w Polsce. Mamy kilka rozwiązań w mieście, których inni nam zazdroszczą. 

Drogi rowerowe zaczęły powstawać w Gdańsku "na poważnie" w początku XXI wieku. Pamiętam, że ze zdziwieniem patrzyłem na powstawanie dróg rowerowych w ciągu głównych ulic miasta. Myślałem, że droga rowerowa wzdłuż Alei Grunwaldzkiej to pomyłka, bo przecież jest to najgłośniejsza ulica w Gdańsku. Po latach doceniam jednak, że dzięki takim inwestycjom mamy w Gdańsku prawdziwą sieć dróg rowerowych. Nie ma tu mowy o fragmentaryzmie. To jest prawdziwa sieć przecinająca miasto w szerz i wzdłuż. 

To chyba najstarsze jeśli nie jedyne rondo rowerowe w Polsce. 

18 kwietnia 2018

Green Velo - nasz 7 dzień drogi - pojawia się różnorodność kulturowa

Rano dobre śniadanie w Zaciszu. Potem przejazd przez jarmarczne Okuninko z banerem "Prawdziwy Polski Kebab na tle Sobieskiego. 

Wieś tańczy i śpiewa

Po wczorajszych asfaltach na drodze wojewódzkiej postanowiłem unikać szlaku. Zaczęliśmy od unikania Grey Velo, które w okolicach lubuje się w asfaltach. 

Przedmieścia Włodawy

Przez las (piaski ze 3 razy trzeba było zejść z roweru, jechało się w większości ścieżką obok drogi) pojechaliśmy do Orchówka. Teraz wklejam moje niedawne odkrycie o tej wsi:


W Orchówku udaliśmy się na wieżę widokową z widokiem... na okolice i stamtąd dalej jechaliśmy po swojemu polnymi drogami do Włodawy. Bardzo ładny odcinek, ciągle słupki graniczne, do tego coraz bliżej wież świątyń włodawskich. Po drugiej stronie tego dnia była już Białoruś a nie Ukraina.


We Włodawie pokręciliśmy się między cerkwią kościołem rynkiem i synagogą i ruszyliśmy dalej. Trochę szkoda, że byliśmy tu tak krótko. Szkoda, że nie zwiedziliśmy np. synagogi. 
Zjedliśmy tu też obiad a ja byłem u drogiego fryzjera (opowieść taty, ze w powiatowych miasteczkach jest bardzo tanio wkładam między bajki).

Jechaliśmy dalej na północ. Wiało niemiłosiernie i mimo luksusowej wydzielonej asfaltowej rowerówki było ciężko.

Wiało tak, że jechaliśmy chyba 5-6 km/h. Do tego pojawiła się osławiona płotkoza. Akurat trochę ją rozumiem. Te rowy były głębokie.

Grey Velo opuściliśmy znów by zobaczyć Różankę. Wjeżdża się do niej przez ceglaną ledwo stojącą bramę i dalej jest jak w.... Danii.


Wiejski placyk z kilkudziesięcioma ławeczkami, kościół neogotycki ale jasny, obok darmowa toaleta i izba pamięci w organistówce.50 metrów dalej wieża widokowa z widokiem na Bug. Do tego tablica z historią wsi, która przez wieki była miastem.


Różanka to wieś, którą zapamiętałem. Bardzo miłe zaskoczenie. Dalej przyjemna wieś Stawki.

No i powrót na autostradę. Pagórki plus wiatr dały nam w kość i w Sławatyczach zakończyliśmy dzisiejszy etap. Po drodze zwiedziliśmy jeszcze cerkiew w Hannie. Dziwnie się zwiedzało z przewodnikiem, który nas ciągle obserwował. Cerkiew ciekawa.

Wieś Sławatycze jest naszą pierwszą wsią jak z obrazka o wschodniej Polsce. Po prawej cerkiew po lewej kościół katolicki. Przy sklepie stoi audi i gra ruski hit a pijak spod monopolowego po raz kolejny próbuje wsiąść na rower. Trochę piękno trochę straszno.

Cerkiew w Sławatyczach

Nocleg mimo, że przy ulicy okazał się bardzo czysty i przyjemny. Do tego przyjemnie było się przejść nad Bug.

Green Velo /szare grey velo/- dzień 6, czyli spotykamy "warszawkę"

Po noclegu a'la wczasy w PRL-u mieliśmy wiele wrażeń. 

To była niedziela bo byliśmy na mszy na dworze w Woli. Na początku wybraliśmy polną drogę wzdłuż Bugu zamiast szlaku GV. 

Plaża w Woli Uhruskiej
Z jednej strony dobrze bo widzieliśmy kąpielisko w Woli i wiejskie nadgraniczne krajobrazy. Z drugiej strony droga ta coraz bardziej przypominała łąkę a stare przekrzywione tabliczki zakaz wstępu teren prywatny, przebywanie grozi kalectwem lub śmiercią nie zachęcały do kontynuowania drogi.

Krajobrazy nad Bugiem. Droga polna zamieniała się coraz bardziej w łąkę.
No ale przeżyliśmy. 

Przed Starym Sutnem wróciliśmy niestety na szlak Green Velo który raczej można by nazwać Grey Velo albo jakoś podobnie. 


Liczyłem natężenie ruchu samochodowego: jeden samochód przejeżdżał tędy średnio co 15 sekund. Czyli przez 30 minut podróży minęło nas jakieś 120 aut. 

Przed Sobiborem w końcu odbiliśmy na lokalną drogę i można się było poczuć jak na wsi lub w lesie. Droga może i dziurawa jak ser szwajcarski ale w końcu można było pogadać i odpocząć od smrodu aut. 

Pomnik w Sobiborze

Dojechaliśmy do Sobiboru. Zeszliśmy z rowerów i zobaczyliśmy miejsce po obozie koncentracyjnym. Tu spotkaliśmy znowu naszych chełmskich znajomych chyba spod Starogardu. Sprezentowaliśmy im zapasową dętkę bo mieli różne przeboje. Ze zwiedzania zapamiętałem, że był to obóz, który niemal udało się Niemcom zataić. śladów rzeczywiście nie jest wiele. Na tablicach można było zobaczyć odkopane pamiątki m.in. naszyjnik z napisem "Ciechocinek".

Dalej czekała nas przyjemna droga przez lasy sobiborskie. Mi po głowie chodził plan zatrzymania się gdzieś tutaj na chociaż dwie noce. Tyle tu lasów, blisko Bug. Mogłoby być ciekawie. 

Przejeżdżaliśmy przez wieś Żłobek. Ciekawie wyglądały wystające kikuty bagienne.
Ciekawie wyglądały te odległe kikuty.

Odbiliśmy na czerwony szlak rowerowy i dojechaliśmy do Okuninka. Tu na pewno znajdzie się jakiś nocleg i jedzenie. Tylko, że po nocy okazało się, że jeśli szukacie tu ciszy i spokoju to uciekajcie stąd jak najdalej. Okuninko to jezioro-imprezownia. Połączenie Krynicy Morskiej i Zakopanego. Do tego płoty i elektroniczne cymbergaje.

W Okuninku ciszy nie znaleźliśmy. Było za to dużo tandety np. Prawdziwy Polski Kebab z Sobieskim.

Spaliśmy w "Zaciszu" podobno w pięknym pokoiku. Może i wyglądał nieźle, ale widać było, że wiele grzybów w pokoju było już zamalowywanych. Dobre było za to jedzenie. Tu także nie zostaniemy na dłużej. Jutro będziemy szukać dalej.

Green Velo - dzień 5, czyli z Woli do Woli (kontynuacja zapisków z 2016 roku)

Tego dnia przyszło nam jechać z Woli do Woli. Zaczęliśmy w Woli Siennickiej a skończyliśmy w Uhruskiej. Opuściliśmy Wyżynę Lubelską i znaleźliśmy się na Polesiu. Przede wszystkim dojechaliśmy do granicy państwa.

Do trasy Green Velo podeszliśmy krytycznie przez co omijaliśmy podobno fatalny odcinek przed Starymi Depułtyczami. Byliśmy przez to szybciej w Chełmie, ale jechaliśmy dość ruchliwą drogą.
Stary spichlerz w Zagrodzie

Po drodze mijaliśmy spichlerz z parkiem który wyglądał jak kościół, a przed Chełmem lotnisko, laboratorium lotnicze i szkołę lotniczą.


Green Velo do nas wrócił a my i tak odbiliśmy w stronę kąpieliska nad Uherką gdzie pobudowano zbiornik retencyjny. Miejsce bardzo przyjazne połączone ścieżką rowerową z miastem. Z tej ścieżki też skorzystaliśmy i aż dziw bierze, że oficjalny szlak nie został tędy poprowadzony. Znakiem charakterystycznym ścieżki są postawione przy niej pomniki niedźwiedzi.


Na tej ścieżce złapała nas też ulewa. Przemoczyła nas do ostatniej nitki, ale godzinę po deszczu już byliśmy susi dzięki słońcu.

I tak znaleźliśmy się w Chełmie. Ogólnie muszę przyznać, że miasto mi się bardzo podoba. Samo centrum jest zróżnicowane. Przede wszystkim na tutejszy rynek trzeba się wspinać pod górkę, a z niego do katedry trzeba jeszcze iść pod górę. Bardzo malownicze miasto. Żałujemy że nie zwiedziliśmy podziemi kredowych. Z obładowanymi rowerami ciężko jednak zwiedzać takie miejsca.

Minęliśmy duży kościół, rynek na którym znowu nie było gdzie normalnie zjeść (pizza, kebab...), a potem katedrę pounicką z ładnym ogrodem różańcowym.



W Chełmie poznaliśmy parę rowerzystów spod albo z okolic Starogardu Gdańskiego (chyba byli to Krzysiek i Ewa - 2 lata po wycieczce ciężko sobie jednak przypomnieć, sorki). Niespodziewanie będziemy się jeszcze widzieć ze dwa razy. Na chełmskim rynku zaczęliśmy wydzwaniać o nocleg. Było ciężko - chyba z 10 telefonów i ciągłe odmowy. Jakieś fatum. Słuchawkę musiała aż przejąć żona i w końcu udało się znaleźć dach w Woli Uhruskiej. A to znaczyło, że jeszcze sporo km przed nami. 

  
Wyjazd z Chełmu okazał się dość uciążliwy, ale to może z racji moich błędów nawigacyjnych. Po wyjeździe z miasta zobaczyliśmy rezerwat przyrody "Bagna Serebryskie" z wiatą widokową, z którego udało się nam nawet dojrzeć łosia. 


Niespodzianką był kościół polskokatolicki w Rudzie-Hucie.

Trasa za Chełmem zaczęła się obiecująco od pasów rowerowych 'ala Bornholm. Niestety po ok 3 km pasy zniknęły i my zamiast jechać po zielonym szlaku rowerowym jechaliśmy po głównej trasie samochodowej z całkiem sporym ruchem, który wykluczał towarzyskie turystyczne jeżdżenie ślimaczym tempem.

Za Rudą nieco się poprawiło, ale gdy na horyzoncie pojawiła się Ukraina to szlak nas poprowadził główną wąską drogą wojewódzką. Przez to teraz (wtedy) myślę jak tu jutro ominąć AutoVelo.

Fajnie się jechało odcinkiem Ruda - Rudka. Było z górki. Jakby koniec świata, nieużytki, łąki i do tego słońce. A tam dalej na horyzoncie zagranica. Myślałem, że Białoruś - ale to był błąd. Jesteśmy trochę bardziej na południu - tu za Bugiem mamy Ukrainę.

Niestety od Rudki jechaliśmy drogą wojewódzką. Poprowadzenie tędy Green Velo to porażka. Przez to  przejazd przez Uhrusk wspominam jako uciekanie przed ciężarówkami i autami, które ignorują ograniczenia prędkości. Także przez Uhrusk tylko przejeżdżaliśmy. Tylko mijaliśmy murowaną cerkiew i kościół.

Parę kilometrów dalej byliśmy już w docelowej wsi. Koło linii kolejowej mają tam park z galerią rzeźb. Sklep Groszek i pizzeria w Woli Uhruskiej to chyba centrum tamtejszego życia. Głośno, gwarno, pizza, piwko, lody, dzieci, fajki, słońce, parking - wszystko się tu mieszało. Na sam koniec dnia czekała nas wspinaczka do części wsi położonej na górce.

Niestety okazało się, że warunki były dość beznadziejne. Do kuchni trzeba było schodzić do piwnico-kuchni, ale woda była dwa piętra wyżej w łazience, w której gdy włączało się czajnik to wysiadały korki. Może coś pomieszałem, ale było jakoś tak dziwnie.

Głównie żyjemy dziś prlowskimi warunkami noclegu w Woli Uherskiej.

4 czerwca 2017

Rowerowy Maj to wspaniała sprawa!

Przez cały maj zmusiłem się i dzień w dzień do pracy dojeżdżałem rowerem. Jako, że mam do niej tak blisko, że na piechotę zajmuje mi to parę minut, to dojazd rowerem był dla mnie nie lada wyzwaniem. Dłużej zajmuje mi chyba szukanie tych wszystkich zapięć, otwieranie furtek i domofonów niż sam dojazd! Dlatego by dojazd nie trwał 3 minuty, przed pracą najczęściej robiłem choćby krótką lokalną pętlę. A to wszystko przez gdańską akcję "Rowerowy Maj". Od roku jestem jej wielkim fanem i szkolnym koordynatorem tej akcji. A skoro zachęcam dzieci do jeżdżenia do szkoły na rowerze to trzeba też było dawać przykład.



9 maja 2016

Rowerowa majówka w Chmielnie - 9 spostrzeżeń

Trójmiasto sąsiaduje z Kaszubami! To wielki atut naszych miast. Wystarczy wsiąść w kolej by już za godzinę wypoczywać nad jeziorami Pojezierza. 

W ostatnia majówkę wybraliśmy się do Chmielna. Ale żeby nie było zbyt leniwie to była to wycieczka rowerowa. Jako, że majówka to okres wzmożonego ruchu turystycznego to staraliśmy się oszukać tłum i wyjechaliśmy jak najraniej się dało. Dzięki temu spokojnie daliśmy radę upchnąć nasze rowery do pociągu.

I tak pierwszego dnia zajechaliśmy do Kartuz skąd na około dojechaliśmy do Chmielna (endomodo link). Drugiego dnia jeździliśmy po Lasach Mirachowskich (link), a trzeciego dnia wracaliśmy na rowerach do Gdańska (link). Droga powrotna jak wiadomo była z górki, także 10 kilometrów więcej nie było takim znowu bólem.

Zamiast opisów co kiedy jedliśmy i co robiliśmy kilka spostrzeżeń z tych 3 dni na rowerze:

1. Nie wierz bezgranicznie kierowcom autokarów w kwestii jedzenia. Dużo nie zawsze oznacza smacznie. Obiad w restauracji Krzewi Róg był dobry, ale nie na tyle, żeby wychwalać go pod niebiosa. Chętniej wracaliśmy do Checzy u Kaszebe w Chmielnie. 

2. Poziomice na mapach to podstawa planowania wycieczki.
Drugiego dnia zlekceważyłem poziomice i miałem za swoje. 40 kilometrów po płaskim i 40 km po pagórkach robią różnice. Widoki piękne, ale po 30 kilometrach rower jakby przestał jechać.

Wysokości wahały się od 156 metrów do 256 (niebieski wykres)


3. Ruch samochodowy wzrósł do granic tolerancji. Aby wycieczka rowerowa była przyjemnością trzeba się nieźle nagimnastykować by znaleźć wygodne, ciche, niezatłoczone drogi. Takimi drogami, które zaskoczyły mnie szczególnie były:
- odcinek Smołdzino - Żukowo
Smołdzino-Elżbietowo
Odcinek Smołdzino-Żukowo na mapie wydawał się być lokalną, mało uczęszczaną drogą. Okazało się że aut jest tam całkiem sporo.

- odcinek Rębiechowo - Pręgowo - Żukowo
Droga Żukowo - Pępowo
Droga Żukowo-Pępowo. Na mapie mała, cienka, lokalna droga. W rzeczywistości śródmiejska (śródwiejska!) zatłoczona trasa, która z wąską asfaltówką niewiele ma wspólnego. Droga rowerowa za Pępowem znika.

4. Kaszuby to taki Bornholm, ale samochodów jest 5 razy więcej.

Piękne krajobrazy, dużo wody. Ciekawa przyroda, interesujące wsie. Niezła infrastruktura (hotele, noclegi, restauracje). Jednym słowem idealne miejsce na wycieczkę rowerową. Jedno ale to liczba aut, których jest po prostu za dużo.

Ręboszewo - komercyjny wiatrak widokowy

5. Stolicą Kaszub z pewnością nie jest Gdańsk.

Widać to choćby w restauracjach.  W Chmielnie, Ostrzycach, Garczu i Kartuzach wszędzie gdzie byliśmy, w menu był dział kuchnia/dania regionalne. Gdy zbliżaliśmy się do Gdańska ten fragment karty dań znikał. W Żukowie już go nie było a co dopiero w Gdańsku.

Gdańsk stolicą Kaszub_ Kartuzy stolicą Kaszub (a nie Gduńc!)

Gdańsk czy Kartuzy są stolicą Kaszub? Oba miasta się tym chwalą. Moim zdaniem do kaszubskości dużo bliżej Kartuzom. Pisałem o tym więcej w tym wpisie.

6. Na rowerze zawsze wieje.
To już wiedziałem, ale teraz tylko się w tym utwierdziłem.

7. Wiatrak komercyjny 
Czego to ludzie nie wymyślą? W Ręboszewie w pięknym punkcie widokowym pobudowano wiatrak. Z młynarstwem niewiele ma on jednak wspólnego. Poza wyglądem. W środku mieści się bar oraz apartament do wynajęcia. Sprytny i ciekawy pomysł. Wygląda też interesująco i z pewnością przykuwa swoją uwagę.

Ręboszewo - komercyjny wiatrak widokowy

8. Wolę Chmielno od Ostrzyc. 
Ale to moje osobiste zdanie. W Chmielnie jest po prostu ciszej.

9.Przedmieścia Gdańska przerażają.
Pępowo, Banino to już nie są wsie ale "wsiomiasta". Chaotycznie domki z katalogów wysypane z worka dewelopera. Urbanistyczna porażka.
Banino
Miejskie aspiracje i pole za miedzą.
Dziękuję. Polecam.

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...